Gruby Josek
“No to słuchajcie, pany i panie, bo to się godzi jak się patrzy – wpadłem z małżonką do Grubego Joska i powiem Wam szczerze: to knajpa jak się patrzy, warszawski sztos! Na początek poszedł Tatar taty tasiemki – taki sztos, że aż człowiekowi kapelusz z głowy spadł. Potem wjechał katolik z Gnojnej – smak przedni, jak u ciotki na Pradze. Kaczusia w pięknym ancungu to już był teatr smaku – elegancka, mięciutka, że aż się język w gębie cieszył. A kotlecik schabowy na smalczyku? Panie złoty, jak u mamy w niedzielę na rodzinnym obiedzie – chrupiący, tłustawy, jak tradycja każe! Do tego pani Kamila – anioł nie kelnerka! Uśmiechnięta, pomocna, jakby się znała z nami od dzieciaka spod budki z oranżadą. Podsumowując – Gruby Josek to nie knajpa, to instytucja! Klimat jak z dawnej Warszawy, żarcie pierwsza klasa, a obsługa – bajka. Kto nie był, ten nie wie, co to znaczy dobrze zjeść jak warszawski cwaniak z klasą!”