Przegląd katalogu
- 7,302 Łączna liczba firm
- 4.5 Średnia ocena
- 72% Z opiniami
- 22% Ze zdjęciami
- 809 Wysoko oceniane
- 3,789 Otwarte w weekend
Znaleziono 7302 wyników
Przeglądaj biuro podróży w województwie Pomorskim. Skorzystaj z tego katalogu, aby porównać oceny, opinie, zdjęcia, godziny otwarcia, adresy i dane kontaktowe. 7,302 wyników w województwie Pomorskim. Średnia ocena 4.5/5 na podstawie 750,039 opinii i ocen. Poniższa lista zawiera biuro podróży z miast takich jak Gdańsk, Gdynia, Sopot, Wejherowo, Rumia i innych.
Ile firm mieści się w każdym przedziale ocen (tylko oceniane).
“Krótka i kameralna trasa pośród drzew i łąk, w sam raz na spacer z dziećmi. Niedaleko wejścia znajduje się mały parking i wiata. Po drodze mijamy ciekawe tablice informacyjne, a jedynym minusem jest brak oznakowania, co może być problematyczne ze względu na kilka skrzyżowań mijanych po drodze.”
“Piekne, aczkolwiek troche juz zarastajace torfowisko!”
“Rewelacyjne miejsce. Przyroda, widoki, historia i wszechobecna cisza. Można tam odpocząć i naładować baterie na cały tydzień. Na pewno wrócę”
“Bardzo fajne miejsce na spacer, obszar graniczy z terenami Wojskowymi.”
“Pn-Pt: 5:30-18:00 Godzina, Sobota: Niema Autobus, Niedziela: Niema Autobus”
“Niezły asortyment, pomocna obsługa”
“Super miejsce na biwak przyjazni mieszkancy a w szczegolnosci panstwo Warczak ktorych pozdrawiam”
“Zadbany, bardzo mocno ukryty w lesie.”
“Niespotykany w okolicy okaz rosnący w drzewostanie z udziałem sosen, dębów (w tym miejscowo Dębu czerwonego), grabów i brzóz. Ze względu na udział gatunków liściastych w drugim piętrze drzewostanu najlepszym czasem do odwiedzenia miejsca jest okres bezlistny.”
“Schowany za hotelem, na parkingu, zadaszony, możliwość parkowania”
“Byłem pod tą basztą przypadkiem. Nocą jest ładnie oświetlona.”
“Czy ta kapliczka to nie jest czasem przerobiony pomnik niemieckich ofiar 1 wojny światowej?”
“Dawno, choć nie przed wiekami, tylko ledwie kilka pokoleń temu, gdy świat był jeszcze pokancerowany po wojnie, a ludzie nosili w walizkach nie tylko ubrania, ale i tęsknoty za domem, na krańcu Widzina stanęła murowana kapliczka. Nie wiadomo, kto pierwszy rzucił pomysł — może to Józef Lipiejko miał sen, a może Nieznalscy usłyszeli coś w ciszy, gdy wiatr przesuwał się przez puste pola — ale wszyscy zgodnie powiedzieli: „Tu ma stanąć Maryja”. I stanęła. Nie z marmuru, nie ze złota, tylko z cegły, wapna i duszy. Zrobiona rękami ludzi, co przeżyli więcej, niż opowiedzą. W środku – figura Matki Bożej – czuwającej, cichej, jakby słuchała każdego kroku na drodze. A nad nią dach czerwony, żeby deszcz nie chlupał jej po ramionach. Przed nią – kwiaty. Zawsze świeże. Bo ludzie pamiętają. Kiedy ją zbudowali, wieś jeszcze była mniejsza. Kapliczka stała na samym krańcu — strzegła wejścia, jak dobry duch z progu. Ale wieś rosła, domy się dosuwały, dzieci biegały dalej i dalej, aż któregoś dnia kapliczka znalazła się w samym środku świata — naprzeciw sklepu, wśród zieleni, za płotkiem z kutego żelaza. Mówią starzy ludzie, że w maju wstążki, które rozwieszają na kapliczce, nie tylko tańczą na wietrze — one opowiadają. Szeptem. O tych, co przyjechali tu bez niczego, a zostawili po sobie wszystko. O dzieciach, które modliły się przed maturą. O babciach, co dziękowały za żniwa. O chłopcach, co jechali w świat i wracali — zawsze choć na chwilę, zawsze choć na znak krzyża. I jeśli kiedyś będziesz przechodzić tędy — nie spiesz się. Podejdź. Spójrz Maryi w oczy. Ona pamięta. I wysłucha. Nawet jeśli nie powiesz ani słowa. Bo to nie jest tylko kapliczka. To serce dawnego krańca, które bije teraz w samym środku Widzina.”
“Zniszczony cmentarz poniemiecki. Jest na nim jeden polski grób Petroneli Chwil zamordowanej przez radzieckich żołnierzy.”
“Była sobie kiedyś wieś. Nie taka z pocztówki, choć i gołębie tam gruchały, i kury gdakały jak należy. Nie taka też całkiem ze snu, chociaż kto raz tam trafił, budził się potem kilka dni z zapachem kopru w nosie i niepokojącym przeczuciem, że jego prababcia mogła być czarownicą. W tej wsi stał dom, którego nikt nie pamiętał, a wszyscy znali. Dom z dachem krzywym jak plecy babki od ziół i z oknami, które o zmierzchu mrugały do siebie porozumiewawczo. Mówiono, że dom ma duszę. Ale nie taką miłą, co robi kakao i głaszcze po głowie. Duszę miał raczej starą, złośliwą, i bardzo dobrze poinformowaną. W domu tym mieszkała dziewczynka, co urodziła się ze wzrokiem podejrzliwym. Gdy inne dzieci bawiły się w berka, ona chodziła po podwórzu i liczyła kury. Wiedziała, że raz w tygodniu jedna znika. I że nie zawsze zjada ją lis. Dziewczynka miała siostrę – starszą, ale niezbyt mądrą. Ta starsza siostra wierzyła w miłość, w kucyki, i że jak się mocno zamknie oczy, to się zniknie. Niestety, nie znikała. Zamiast tego musiała pomagać przy żniwach, a potem wyszła za chłopa, który znał tylko jedno słowo: „gnój”. I nie chodziło mu o literaturę. Najmłodsza z sióstr, nieco niespokojna i z wiecznie rozwianym koczkiem, zaczęła pewnego dnia otwierać drzwi, których nikt nie otwierał. Najpierw stodołę, potem spiżarnię, aż w końcu te na strych. A na strychu nie było duchów, jak sądzili. Było coś gorszego — pamiętniki prababki, która pisała o zakopanych jajkach, świętej pokrzywie i o tym, że „każda kobieta powinna mieć swoje kury i swoją tajemnicę”. Pewnego dnia wszystkie trzy siostry spotkały się przy stole. Było lato, wazon z różami pachniał podejrzanie jak na róże, a z zewnątrz dobiegały odgłosy koguta, który od miesiąca był już rosołem. Dziewczynka z podejrzliwym wzrokiem piła z żółtego kubka. Wiedziała, że coś się zmienia. Siostra z rozwianym koczkiem patrzyła w okno i udawała, że wszystko jest jak dawniej. A ta najstarsza mówiła coś o „gnieździe bocianów na kominie”, ale nikt jej nie słuchał. Tego wieczoru dom zaczął mówić. Nie słowami, ale skrzypieniem, pukaniem, więdnięciem róży i nagłym chłodem w kuchni. Dziewczynki zrozumiały, że dom coś pamięta. I że przyszedł czas, by też coś sobie przypomniały. Rano, zamiast śniadania, znalazły pod drzwiami kapcie — każda inne. Starsza włożyła oba lewe, środkowa tylko jeden, najmłodsza — żadne. Wyszły na podwórze i ruszyły przez wieś, gdzie wszyscy ludzie wyglądali znajomo, ale nikt się nie odzywał. Tylko kury gdakały złowieszczo. A może ostrzegawczo? Nie wiadomo dokładnie, gdzie poszły. Niektórzy mówią, że wyszły z kadru. Inni — że weszły głębiej w mural. Że kto spojrzy dobrze, ten zobaczy: w ich oczach nadal widać pytanie, którego nigdy nie zadały. A dom? Czeka. Z oknem, które zawsze jest zielone, choć raz do roku robi się czerwone. Z kubkiem, który nigdy nie wysycha. I z różami, które nie więdną — ale i nie pachną już tak samo. Mural w Bolesławicach to ilustracja tej opowieści — piękna, lecz niepokojąca; czuła, ale i przewrotna. Nie mówi wprost, ale przypomina: życie na wsi to nie tylko słońce, siano i rumiane jabłka. To także pamięć, która nie daje spokoju, oraz domy, które widziały więcej, niż mówią”
“Park Dworski w Widzinie nad Kamienną to osobliwe założenie krajobrazowe, którego charakter oscyluje pomiędzy botaniczną osobliwością a pejzażem z mitologicznej ballady. Z pozoru porzucony przez wieki, a jednak trwający – jakby czekał na powrót dawno utraconego dziedzica, albo poetę, który opisze jego duszę. Jego znakiem rozpoznawczym jest rzeźba terenu tak wyrazista, że zdaje się nie należeć do tej ziemi, lecz do jakiejś pierwotnej sagi: pagórki – niczym zastygłe grzbiety pradawnych olbrzymów – porośnięte są wiekowymi dębami, których pnie pokrywa gęsty, ciemnozielony bluszcz. Te Dęby Pamięci, stojące nieruchomo jak kolumny świątyni czasu, tworzą enklawy półmroku, gdzie światło sączy się przez liście jak przez stare witraże. Wszystko tu szepcze o przeszłości. Może był tu kiedyś gródek rycerski, może cmentarzysko sprzed tysiąca lat, a może to tylko wyobraźnia odwiedzającego ulega czarowi tego miejsca. Ziemia zdaje się oddychać historią, a rzeka Kamienna – wijąca się u stóp urwistego brzegu – milczy z godnością, jakby znała tajemnice, których nie zdradzi żadnemu śmiertelnikowi. Park, choć nieco zapuszczony, posiada urok niedokończonego poematu – jest jak rękopis, który natura pisze od wieków, a który czas postanowił zostawić bez pointy. Roślinność dzika, ścieżki ledwo zaznaczone, a jednak każdy zakręt prowadzi gdzieś – ku widokom, myślom, wspomnieniom. Rozrzucone tu i ówdzie trzy samotne ławki – niczym strażnicy melancholii – zapraszają do kontemplacji i zadumy. To sanktuarium dzikiej harmonii, gdzie półcienie, zapach liści i szept rzeki wchodzą w cichą rozmowę z każdym, kto ma w sobie odrobinę duszy romantyka. Park Dworski w Widzinie nie potrzebuje przewodników. Wystarczy usiąść, zamknąć oczy i pozwolić, by ziemia opowiadała dawne legendy, a bluszcz i dęby dokończyły za nas to, czego nie jesteśmy w stanie nazwać.”
Odpowiedzi wygenerowane na podstawie aktualnych danych katalogu.