Była sobie kiedyś wieś. Nie taka z pocztówki, choć i gołębie tam gruchały, i kury gdakały jak należy. Nie taka też całkiem ze snu, chociaż kto raz tam trafił, budził się potem kilka dni z zapachem kopru w nosie i niepokojącym przeczuciem, że jego prababcia mogła być czarownicą. W tej wsi stał dom, którego nikt nie pamiętał, a wszyscy znali. Dom z dachem krzywym jak plecy babki od ziół i z oknami, które o zmierzchu mrugały do siebie porozumiewawczo. Mówiono, że dom ma duszę. Ale nie taką miłą, co robi kakao i głaszcze po głowie. Duszę miał raczej starą, złośliwą, i bardzo dobrze poinformowaną. W domu tym mieszkała dziewczynka, co urodziła się ze wzrokiem podejrzliwym. Gdy inne dzieci bawiły się w berka, ona chodziła po podwórzu i liczyła kury. Wiedziała, że raz w tygodniu jedna znika. I że nie zawsze zjada ją lis. Dziewczynka miała siostrę – starszą, ale niezbyt mądrą. Ta starsza siostra wierzyła w miłość, w kucyki, i że jak się mocno zamknie oczy, to się zniknie. Niestety, nie znikała. Zamiast tego musiała pomagać przy żniwach, a potem wyszła za chłopa, który znał tylko jedno słowo: „gnój”. I nie chodziło mu o literaturę. Najmłodsza z sióstr, nieco niespokojna i z wiecznie rozwianym koczkiem, zaczęła pewnego dnia otwierać drzwi, których nikt nie otwierał. Najpierw stodołę, potem spiżarnię, aż w końcu te na strych. A na strychu nie było duchów, jak sądzili. Było coś gorszego — pamiętniki prababki, która pisała o zakopanych jajkach, świętej pokrzywie i o tym, że „każda kobieta powinna mieć swoje kury i swoją tajemnicę”. Pewnego dnia wszystkie trzy siostry spotkały się przy stole. Było lato, wazon z różami pachniał podejrzanie jak na róże, a z zewnątrz dobiegały odgłosy koguta, który od miesiąca był już rosołem. Dziewczynka z podejrzliwym wzrokiem piła z żółtego kubka. Wiedziała, że coś się zmienia. Siostra z rozwianym koczkiem patrzyła w okno i udawała, że wszystko jest jak dawniej. A ta najstarsza mówiła coś o „gnieździe bocianów na kominie”, ale nikt jej nie słuchał. Tego wieczoru dom zaczął mówić. Nie słowami, ale skrzypieniem, pukaniem, więdnięciem róży i nagłym chłodem w kuchni. Dziewczynki zrozumiały, że dom coś pamięta. I że przyszedł czas, by też coś sobie przypomniały. Rano, zamiast śniadania, znalazły pod drzwiami kapcie — każda inne. Starsza włożyła oba lewe, środkowa tylko jeden, najmłodsza — żadne. Wyszły na podwórze i ruszyły przez wieś, gdzie wszyscy ludzie wyglądali znajomo, ale nikt się nie odzywał. Tylko kury gdakały złowieszczo. A może ostrzegawczo? Nie wiadomo dokładnie, gdzie poszły. Niektórzy mówią, że wyszły z kadru. Inni — że weszły głębiej w mural. Że kto spojrzy dobrze, ten zobaczy: w ich oczach nadal widać pytanie, którego nigdy nie zadały. A dom? Czeka. Z oknem, które zawsze jest zielone, choć raz do roku robi się czerwone. Z kubkiem, który nigdy nie wysycha. I z różami, które nie więdną — ale i nie pachną już tak samo. Mural w Bolesławicach to ilustracja tej opowieści — piękna, lecz niepokojąca; czuła, ale i przewrotna. Nie mówi wprost, ale przypomina: życie na wsi to nie tylko słońce, siano i rumiane jabłka. To także pamięć, która nie daje spokoju, oraz domy, które widziały więcej, niż mówią
Opinie
-
Marek S ★★★★★
Advertisements
Nowa Recenzja
Najczęściej zadawane pytania
Jaki jest adres Mural wiejski?
Mural wiejski znajduje się przy Słupska 38, 76-200 Bolesławice, Pomorskie, Polska
Jak można dotrzeć do Mural wiejski?
Do Mural wiejski można dotrzeć, korzystając z poniższego linku
Advertisements