Opinie

  1. Marek S ★★★★★

    Była sobie kiedyś wieś. Nie taka z pocztówki, choć i gołębie tam gruchały, i kury gdakały jak należy. Nie taka też całkiem ze snu, chociaż kto raz tam trafił, budził się potem kilka dni z zapachem kopru w nosie i niepokojącym przeczuciem, że jego prababcia mogła być czarownicą. W tej wsi stał dom, którego nikt nie pamiętał, a wszyscy znali. Dom z dachem krzywym jak plecy babki od ziół i z oknami, które o zmierzchu mrugały do siebie porozumiewawczo. Mówiono, że dom ma duszę. Ale nie taką miłą, co robi kakao i głaszcze po głowie. Duszę miał raczej starą, złośliwą, i bardzo dobrze poinformowaną. W domu tym mieszkała dziewczynka, co urodziła się ze wzrokiem podejrzliwym. Gdy inne dzieci bawiły się w berka, ona chodziła po podwórzu i liczyła kury. Wiedziała, że raz w tygodniu jedna znika. I że nie zawsze zjada ją lis. Dziewczynka miała siostrę – starszą, ale niezbyt mądrą. Ta starsza siostra wierzyła w miłość, w kucyki, i że jak się mocno zamknie oczy, to się zniknie. Niestety, nie znikała. Zamiast tego musiała pomagać przy żniwach, a potem wyszła za chłopa, który znał tylko jedno słowo: „gnój”. I nie chodziło mu o literaturę. Najmłodsza z sióstr, nieco niespokojna i z wiecznie rozwianym koczkiem, zaczęła pewnego dnia otwierać drzwi, których nikt nie otwierał. Najpierw stodołę, potem spiżarnię, aż w końcu te na strych. A na strychu nie było duchów, jak sądzili. Było coś gorszego — pamiętniki prababki, która pisała o zakopanych jajkach, świętej pokrzywie i o tym, że „każda kobieta powinna mieć swoje kury i swoją tajemnicę”. Pewnego dnia wszystkie trzy siostry spotkały się przy stole. Było lato, wazon z różami pachniał podejrzanie jak na róże, a z zewnątrz dobiegały odgłosy koguta, który od miesiąca był już rosołem. Dziewczynka z podejrzliwym wzrokiem piła z żółtego kubka. Wiedziała, że coś się zmienia. Siostra z rozwianym koczkiem patrzyła w okno i udawała, że wszystko jest jak dawniej. A ta najstarsza mówiła coś o „gnieździe bocianów na kominie”, ale nikt jej nie słuchał. Tego wieczoru dom zaczął mówić. Nie słowami, ale skrzypieniem, pukaniem, więdnięciem róży i nagłym chłodem w kuchni. Dziewczynki zrozumiały, że dom coś pamięta. I że przyszedł czas, by też coś sobie przypomniały. Rano, zamiast śniadania, znalazły pod drzwiami kapcie — każda inne. Starsza włożyła oba lewe, środkowa tylko jeden, najmłodsza — żadne. Wyszły na podwórze i ruszyły przez wieś, gdzie wszyscy ludzie wyglądali znajomo, ale nikt się nie odzywał. Tylko kury gdakały złowieszczo. A może ostrzegawczo? Nie wiadomo dokładnie, gdzie poszły. Niektórzy mówią, że wyszły z kadru. Inni — że weszły głębiej w mural. Że kto spojrzy dobrze, ten zobaczy: w ich oczach nadal widać pytanie, którego nigdy nie zadały. A dom? Czeka. Z oknem, które zawsze jest zielone, choć raz do roku robi się czerwone. Z kubkiem, który nigdy nie wysycha. I z różami, które nie więdną — ale i nie pachną już tak samo. Mural w Bolesławicach to ilustracja tej opowieści — piękna, lecz niepokojąca; czuła, ale i przewrotna. Nie mówi wprost, ale przypomina: życie na wsi to nie tylko słońce, siano i rumiane jabłka. To także pamięć, która nie daje spokoju, oraz domy, które widziały więcej, niż mówią

Advertisements

Nowa Recenzja

Najczęściej zadawane pytania

Jaki jest adres Mural wiejski?

Mural wiejski znajduje się przy Słupska 38, 76-200 Bolesławice, Pomorskie, Polska

Jak można dotrzeć do Mural wiejski?

Do Mural wiejski można dotrzeć, korzystając z poniższego linku

Advertisements