Opera Krakowska
“Jeśli ktoś jeszcze wątpił, że opera może być czymś więcej niż tylko dźwiękiem, to „Bona Sforza” rozwiewa te wątpliwości. Od pierwszego dźwięku aż po ostatni ruch sceny – to doświadczenie, które wwierca się w duszę. Krauze napisał muzykę, która łączy dramatyczny powiew Wagnera ze skondensowaną lirycznością. Wszystko brzmi tak sugestywnie, że… „czapkę z głowy zdjęłam, w kieszeń ją chyżo wsadziłam” – to nie moja parafraza, to są słowa Tomasza Pasternaka, i ja czuję się dokładnie tak samo . Kostiumy, scenografia, hologramowe ściany, złote klatki i elementy, które wirują na scenie jak gwiezdny pył – to nie jest dekoracja. To język. To wizja. To historia, która buchnęła w tempo z czterech stron obrazu, tworząc dramatyczne, ale subtelne tableau, które chciałoby się przeżyć jeszcze raz . A scena? Podzielona na trzy części, by opowiedzieć życie Bony – młodej zakochanej, potężnej królowej oraz zranionej wdowy – przez moment uświadomiłam sobie, że to nie zwykła opowieść. To zapis kobiety, która walczy o swoje miejsce, piękno, władzę. A królowa Bona? Trzeba ją usłyszeć, żeby zrozumieć jej ciche zmaganie, jej dostojność i jej wewnętrzną siłę . Dla mnie to było przeżycie – muzyka, która mruczy i wyrywa z siedzenia, scenografia, którą czujesz, i aktorstwo wokalne tak wzruszające, że nie sposób się nie wzruszyć.”