Przegląd katalogu
- 544 Łączna liczba firm
- 4.5 Średnia ocena
- 61% Z opiniami
- 2% Ze zdjęciami
- 6 Wysoko oceniane
- 368 Otwarte w weekend
Znaleziono 544 wyników
Przeglądaj cmentarz w województwie Pomorskim. Skorzystaj z tego katalogu, aby porównać oceny, opinie, zdjęcia, godziny otwarcia, adresy i dane kontaktowe. 544 wyników w województwie Pomorskim. Średnia ocena 4.5/5 na podstawie 2,696 opinii i ocen.
Ile firm mieści się w każdym przedziale ocen (tylko oceniane).
“Cmentarz składa się z dwóch części: zachodnia – to stary cmentarz najprawdopodobniej z przełomu XVIII i XIX wieku, wschodnia część to powstała w II połowie XIX wieku nekropolia, na której pierwotnie znajdowała się również kaplica. Zaraz naprzeciw bramy wejściowej w centrum cmentarza znajduje się kamień z tablicą ku czci żołnierzy poległych podczas I wojny światowej.”
“Kaplica jak na zdjęciach, fotka solarigraficzna 129 dni naświetlania”
“Smutek i żal się nasowa ze czlowiek człowiekowi zgotował taki los. Miejsce zadbane, czyściutkie. Mało kiejsca parkingowego.”
“Dużo zachowanych pomników. Zielony dywan z roślin dodaje miejscu uroku.”
“Trudno je znaleźć, ukryte w lesie. Ale ktoś czasem musi tam pójść, żeby zobaczyć znicze.”
“Zadbany i czysty, dużo drzew i zieleni.”
“Godne upamiętnienie dawnych mieszkańców. Ścieżka z planszami informacyjnymi wśród pozostałości po cmentarzu.”
“Bardzo fajne miejsce, ale mocno zaniedbane.”
“Polecam to miejsce, obok pomnika z wyraźnymi śladami ostrzału z 2 wojny światowej, i cmentarza znajduje się parking leśny z altaną, dobre miejsce do wypoczynku,.”
“Ruiny cmentarza poniemieckiego.Jak większość takich miejsc zaniedbany i zapomniany.”
“Bardzo ciekawy cmentarzyk w urokliwym miejscu . Pomimo że przez lata rozkradany i niszczony parę lat temu został oczyszczony doprowadzony do ładu . Brawo za inicjatywę.”
“Piękny stary cmentarzyk niestety jak większość tego typu obiektów zniszczony i rozkradziony !!! Szkoda że nie potrafimy uszanować takich miejsc. Na pewno warto zobaczyć.....”
“Piękny cmentarzyk tylko szkoda że tak zniszczony i rozkradziony ...”
“Miejsce gdzie można doświadczyć histori.”
“Jedzie się ta piaskową drogą i trzeba skręć tą drogę gdzie buduję się dom (lewa strona) a nie jechać prosto. W dobrym stanie najprawdopodobniej cmentarz między wojenny”
“Uwielbiam cmentarze. A zwłaszcza takie z historią”
“Bardzo ciekawe miejsce . Jeden z lepiej zachowanych cmentarzy w okolicy....”
“Piękna historia życia łączy te wszystkie osoby, które spoczywają na tym cmentarzu.”
“Zaczęło się niewinnie. Ot, człowiek chciał odwiedzić stary cmentarz. Las, cisza, trochę refleksji, może jakaś tablica w krzakach – nic szczególnego. Mapa mówiła: „cmentarz ewangelicki w lesie, niedaleko Bolesławic”. Brzmiało jak miejsce z historią. No to ruszyłem. Droga? Cóż... Połacie błota, łąka jak bagno z horroru klasy B, pokrzywy wysokie jak opłaty za śmieci, ale przynajmniej rosną naturalnie, a w lesie – kałuże wielkości wojennych strat terytorialnych. Nawigacja beztrosko mówiła: „jedź prosto” – zupełnie jak Wehrmacht w 1939. W pewnym momencie minąłem pagórek. Las milczał, ale miał ten dziwny zapach czegoś, co kiedyś było ważne. Chciałem się zatrzymać. Sumienie mówiło: „to tu”, ale ja, jak ten bohater tragedii klasy średniej, poszedłem za Google Maps. Bo przecież one zawsze wiedzą lepiej, nie? I wtedy prawie zrezygnowałem. Nie było nic. Krzaki, zrywki, rów jak okop, zero śladów cmentarza. Sprawdzałem jeszcze stare niemieckie mapy – Messtischblatt – i nawet tam nic. Jakby miejsce nie istniało nigdy. Już miałem zawrócić, przekląć wszystko i wracać tą samą drogą przez bagno, ale coś mnie tknęło. Zrobiłem jeszcze jedno koło w lesie. I wtedy zobaczyłem dąb. Stary, przekrzywiony, jakby stał na własnych nogach – lekko pochylony, jak dziadek, który wie więcej, niż mówi. Był piękny i dziwny. Poszedłem do niego, bo tak trzeba robić w takich sytuacjach. Po prostu się podchodzi. Wracając spod dębu, niemal się potknąłem. O kamień. Potem o drugi. Fragmenty. Połamane pomniki, rozbite podstawy, tu kawałek, tam narożnik. Bez tablic, bez krzyży, bez tożsamości. Jakby historia miała tu rozbiór techniczny. To był niemiecki cmentarz. Dawni mieszkańcy tych ziem, ci, którzy zbudowali, zasiali, a potem – wywołali wojnę. Dla nich to miejsce było końcem, a dla powojennych przybyszy – przypomnieniem, którego nikt nie chciał. Pamięć była niemiecka, a więc zbędna, czasem wroga. I tak rozbito ją młotkiem. Symbolicznie i dosłownie. Wśród tych szczątków nagle zobaczyłem ją. Jedyną całą tablicę. Oderwana, ale nie roztrzaskana. Z bluszczem i palmą wyrytą. Bruno Mallwitz, ur. 1914, zm. 1927. Trzynaście lat. Chłopiec. Nie żołnierz, nie oprawca. Dziecko, które nie zdążyło dorosnąć, zginęło zanim historia przebrała się za bestię. „W rozkwicie młodości wezwał Cię Bóg” – mówiła tablica. Nie wiem, jak to brzmi po niemiecku, ale brzmi tak samo źle. A potem – barwinek. Morze barwinka. Jakby cały ten cmentarz był nim wysłany. Zielony, gęsty, cichy. Otulał wszystkie szczątki pamięci, jakby mówił: „spokojnie, ja tu zostanę, choćbyście wszyscy sobie poszli”. Barwinek – roślina wiecznej pamięci, niewygodna dla zapomnienia. Rosła tam jakby wiedziała, że nikt inny się tym nie zajmie. A paprocie? Były wszędzie. Rosły jak wyrzuty sumienia. Miejsce – spore. Cała górka. Nie trzy groby, tylko cmentarz. Prawdziwy, duży. Tyle że teraz ukryty w lesie, jakby się wstydził. Dobry kilometr albo i dwa od najbliższej wsi – żadnych tablic, żadnych oznaczeń. Tylko ci, którzy wiedzą, gdzie szukać. Albo mają bardzo złośliwą nawigację. I tak stałem tam – ubłocony po kolana, pogryziony przez pokrzywy i komary, pachnący jak zwilgotniała historia – i patrzyłem na tablicę Bruna. Nie wiem, czemu ona przetrwała. Może ktoś ją kiedyś zostawił w spokoju, bo „to tylko dziecko”. Może Bóg od 1927 roku ma wyrzuty sumienia. Albo może – i to najbardziej prawdopodobne – barwinek ją bronił. Bo tylko rośliny mają dziś czas, by pamiętać naprawdę. A wracając? Znalazłem inną drogę. Szeroką, spokojną, prawie suchą. Żadnych pokrzyw, żadnych przeklętych trzęsawisk. Po prostu szedłem. Przez las. Wolno, z ulgą. Mokry, utytłany w błocie, pogryziony, ale zadowolony. Bo czasem warto się zgubić, żeby coś odnaleźć. Nawet jeśli to tylko tablica dawno zmarłego chłopca i trochę barwinka, który wie więcej niż cały Internet.”
“Kuleszewo niem. Kulsow wieś położona w województwie pomorskim , powiecie słupskim , gminie Kobylnica. Jeden z dwóch cmentarzy ewangelickich w tej miejscowości znajduje się około 250 metrów za ostatnimi zabudowaniami wsi jadąc na Barcino. Pomimo że cmentarzyk jest w sąsiedztwie współczesnego katolickiego cmentarza jest bardzo zaniedbany i zniszczony. Co ciekawe na katolickim cmentarzyku ustawiono obelisk z inskrypcjami ku czci Helli Von Boehn. Znalazłem informacje że była córką właścicieli włości w Kuleszewie jednak po II wojnie światowej została zmuszona do wyjazdu i zamieszkała w Hamburgu , pomimo tego była bardzo związana z wsią i często tu wracała. Po śmierci Helli w 2015 roku córka i wnuczka przywiozły jej prochy i złożyły na cmentarzu.”
“Dla poszukujących ciekawych zapomnianych miejsc o mieszkańcach tych terenów”
“Podwilczyn niem. Podewilshausen wieś położona w województwie pomorskim , powiecie słupskim , gminie Dębnica Kaszubska . Cmentarz usytuowany jest po prawej stronie drogi prowadzącej do Dobrzykowa około 200 metrów od ostatnich zabudowań . Jest jednym z lepiej zachowanych i zadbanych jakie widziałem , na dzień dzisiejszy jest częścią cmentarza łączącą się z części katolickiej i ewangelickiej . Ogrodzony współczesnym płotem , zachowało się dużo nagrobków , żeliwnych krzyży. Wielkie brawa dla mieszkańców , osób które dbają o historię tej ziemi.”
“Cmentarz ewangelicki usytuowany w centrum wsi tuż przy kościele . Z zewnętrzych elementów nekropolii pozostało niewiele . Brama cmentarna z datą na słupach 1929 nagrobek Reinholda Wenzlaffa z 1944 roku i części podstaw krzyży , nagrobków wmurowane w ogrodzenie kościoła . Niestety do takiej sytuacji doprowadzili nowi właściciele po wojnie katolicy”
“Jedyne ślady że był tu cmentarz to fragmenty nagrobków.”
Odpowiedzi wygenerowane na podstawie aktualnych danych katalogu.