Opinie

  1. Marek S ★★★★★

    Zaczęło się niewinnie. Ot, człowiek chciał odwiedzić stary cmentarz. Las, cisza, trochę refleksji, może jakaś tablica w krzakach – nic szczególnego. Mapa mówiła: „cmentarz ewangelicki w lesie, niedaleko Bolesławic”. Brzmiało jak miejsce z historią. No to ruszyłem. Droga? Cóż... Połacie błota, łąka jak bagno z horroru klasy B, pokrzywy wysokie jak opłaty za śmieci, ale przynajmniej rosną naturalnie, a w lesie – kałuże wielkości wojennych strat terytorialnych. Nawigacja beztrosko mówiła: „jedź prosto” – zupełnie jak Wehrmacht w 1939. W pewnym momencie minąłem pagórek. Las milczał, ale miał ten dziwny zapach czegoś, co kiedyś było ważne. Chciałem się zatrzymać. Sumienie mówiło: „to tu”, ale ja, jak ten bohater tragedii klasy średniej, poszedłem za Google Maps. Bo przecież one zawsze wiedzą lepiej, nie? I wtedy prawie zrezygnowałem. Nie było nic. Krzaki, zrywki, rów jak okop, zero śladów cmentarza. Sprawdzałem jeszcze stare niemieckie mapy – Messtischblatt – i nawet tam nic. Jakby miejsce nie istniało nigdy. Już miałem zawrócić, przekląć wszystko i wracać tą samą drogą przez bagno, ale coś mnie tknęło. Zrobiłem jeszcze jedno koło w lesie. I wtedy zobaczyłem dąb. Stary, przekrzywiony, jakby stał na własnych nogach – lekko pochylony, jak dziadek, który wie więcej, niż mówi. Był piękny i dziwny. Poszedłem do niego, bo tak trzeba robić w takich sytuacjach. Po prostu się podchodzi. Wracając spod dębu, niemal się potknąłem. O kamień. Potem o drugi. Fragmenty. Połamane pomniki, rozbite podstawy, tu kawałek, tam narożnik. Bez tablic, bez krzyży, bez tożsamości. Jakby historia miała tu rozbiór techniczny. To był niemiecki cmentarz. Dawni mieszkańcy tych ziem, ci, którzy zbudowali, zasiali, a potem – wywołali wojnę. Dla nich to miejsce było końcem, a dla powojennych przybyszy – przypomnieniem, którego nikt nie chciał. Pamięć była niemiecka, a więc zbędna, czasem wroga. I tak rozbito ją młotkiem. Symbolicznie i dosłownie. Wśród tych szczątków nagle zobaczyłem ją. Jedyną całą tablicę. Oderwana, ale nie roztrzaskana. Z bluszczem i palmą wyrytą. Bruno Mallwitz, ur. 1914, zm. 1927. Trzynaście lat. Chłopiec. Nie żołnierz, nie oprawca. Dziecko, które nie zdążyło dorosnąć, zginęło zanim historia przebrała się za bestię. „W rozkwicie młodości wezwał Cię Bóg” – mówiła tablica. Nie wiem, jak to brzmi po niemiecku, ale brzmi tak samo źle. A potem – barwinek. Morze barwinka. Jakby cały ten cmentarz był nim wysłany. Zielony, gęsty, cichy. Otulał wszystkie szczątki pamięci, jakby mówił: „spokojnie, ja tu zostanę, choćbyście wszyscy sobie poszli”. Barwinek – roślina wiecznej pamięci, niewygodna dla zapomnienia. Rosła tam jakby wiedziała, że nikt inny się tym nie zajmie. A paprocie? Były wszędzie. Rosły jak wyrzuty sumienia. Miejsce – spore. Cała górka. Nie trzy groby, tylko cmentarz. Prawdziwy, duży. Tyle że teraz ukryty w lesie, jakby się wstydził. Dobry kilometr albo i dwa od najbliższej wsi – żadnych tablic, żadnych oznaczeń. Tylko ci, którzy wiedzą, gdzie szukać. Albo mają bardzo złośliwą nawigację. I tak stałem tam – ubłocony po kolana, pogryziony przez pokrzywy i komary, pachnący jak zwilgotniała historia – i patrzyłem na tablicę Bruna. Nie wiem, czemu ona przetrwała. Może ktoś ją kiedyś zostawił w spokoju, bo „to tylko dziecko”. Może Bóg od 1927 roku ma wyrzuty sumienia. Albo może – i to najbardziej prawdopodobne – barwinek ją bronił. Bo tylko rośliny mają dziś czas, by pamiętać naprawdę. A wracając? Znalazłem inną drogę. Szeroką, spokojną, prawie suchą. Żadnych pokrzyw, żadnych przeklętych trzęsawisk. Po prostu szedłem. Przez las. Wolno, z ulgą. Mokry, utytłany w błocie, pogryziony, ale zadowolony. Bo czasem warto się zgubić, żeby coś odnaleźć. Nawet jeśli to tylko tablica dawno zmarłego chłopca i trochę barwinka, który wie więcej niż cały Internet.

  2. Wokat Twit ★★★★★

    Niewiem czy można tu oglądać finały ligi Mistrzów bo znajomi mówili że tam jest telewizor a tam byłem u niedźwiedzia i był za borrusią ale gdy real wygrał to uciekłem

Nowa Recenzja

Najczęściej zadawane pytania

Jaki jest adres Cmentarz Ewangelicki?

Cmentarz Ewangelicki znajduje się przy 76 Reblinko, Pomorskie, Polska

Jak można dotrzeć do Cmentarz Ewangelicki?

Do Cmentarz Ewangelicki można dotrzeć, korzystając z poniższego linku

Advertisements