Przegląd katalogu
- 7,302 Łączna liczba firm
- 4.5 Średnia ocena
- 72% Z opiniami
- 22% Ze zdjęciami
- 809 Wysoko oceniane
- 3,789 Otwarte w weekend
Znaleziono 7302 wyników
Przeglądaj biuro podróży w województwie Pomorskim. Skorzystaj z tego katalogu, aby porównać oceny, opinie, zdjęcia, godziny otwarcia, adresy i dane kontaktowe. 7,302 wyników w województwie Pomorskim. Średnia ocena 4.5/5 na podstawie 750,039 opinii i ocen. Poniższa lista zawiera biuro podróży z miast takich jak Gdańsk, Gdynia, Sopot, Wejherowo, Rumia i innych.
Ile firm mieści się w każdym przedziale ocen (tylko oceniane).
“Polecam wszystkim przediębiorcom istniejącym i przyszłym.”
“świetny przystanek! jest dużo mejsca, często autobusy jadą. fajne. polecam.”
“Jasne, oto bogaty w ciekawostki i pozytywne informacje opis głazu narzutowego Płocko. Głaz Płocko: Potęga Natury i Echa Dawnych Legend Współrzędne wskazują na jeden z najbardziej imponujących pomników przyrody nieożywionej w Wielkopolsce – Głaz Płocko. Położony malowniczo w sercu lasów Nadleśnictwa Wronki, nieopodal wsi Płocko, ten monumentalny eratyk jest czymś znacznie więcej niż tylko wielkim kamieniem. To niemy świadek potęgi epoki lodowcowej i bohater lokalnych opowieści, który od wieków inspiruje i zachwyca. Geologiczny Olbrzym z Dalekiej Północy Głaz Płocko to prawdziwy gigant. Jego imponujący obwód wynosi około 19 metrów, a wysokość sięga ponad 2,5 metra nad powierzchnię ziemi, podczas gdy znaczna jego część wciąż skrywa się pod nią. Zbudowany jest z szarego gnejsu – twardej, metamorficznej skały. Jego historia jest fascynująca: dziesiątki tysięcy lat temu, w czasie ostatniego zlodowacenia, został wyrwany ze swojego macierzystego podłoża w Skandynawii przez sunący lądolód. Następnie, przez setki lat, był transportowany w masie lodu na południe, by ostatecznie spocząć w wielkopolskim lesie, gdy lodowiec ustąpił. Jest to więc autentyczny, prastary podróżnik z Północy i namacalny dowód na kolosalne siły, jakie kształtowały naszą planetę. Legenda o Diabelskim Kamieniu Jak wiele wyjątkowych formacji skalnych w Polsce, Głaz Płocko również doczekał się swojej legendy, która dodaje mu aury tajemniczości. Najpopularniejsza z opowieści głosi, że jest to "Diabelski Kamień". Według niej, sam diabeł (lub czart, w zależności od wersji) niósł ten olbrzymi głaz, aby zniszczyć nim kościół w pobliskich Wronkach lub Obrzycku. Był już blisko celu, gdy o świcie zapiał kur. Dźwięk ten, symbolizujący nadejście dnia i kres mocy nieczystych, odebrał diabłu siły. Wściekły i bezsilny, upuścił swój ciężar w środku lasu, gdzie leży po dziś dzień. Niektóre podania dodają, że widoczne na powierzchni kamienia wgłębienia i rysy to nic innego jak ślady pazurów rozzłoszczonego biesa. Miejsce Warte Odwiedzenia Dziś Głaz Płocko jest popularnym celem wycieczek pieszych i rowerowych. Prowadzi do niego dobrze oznaczona leśna ścieżka, a samo miejsce stanowi wspaniałą oazę spokoju. Dotknięcie chropowatej, pokrytej mchami powierzchni kamienia pozwala poczuć jego wiekowość i potęgę. To fascynujące połączenie dziedzictwa geologicznego, bogactwa lokalnego folkloru i naturalnego piękna, które czyni wizytę w tym miejscu niezapomnianym doświadczeniem.”
“Odpowiednie miejsce na przerwę w podróży. Nie opodal znajduje się rezerwat Cisy warto zobaczyć.”
“Spoko zawsze sprawny oświetlony z parkingiem w super lokalizacji”
“Świetne miejsce na chwilę odpoczynku przed dalszą podróżą.”
“Zaczęło się niewinnie. Ot, człowiek chciał odwiedzić stary cmentarz. Las, cisza, trochę refleksji, może jakaś tablica w krzakach – nic szczególnego. Mapa mówiła: „cmentarz ewangelicki w lesie, niedaleko Bolesławic”. Brzmiało jak miejsce z historią. No to ruszyłem. Droga? Cóż... Połacie błota, łąka jak bagno z horroru klasy B, pokrzywy wysokie jak opłaty za śmieci, ale przynajmniej rosną naturalnie, a w lesie – kałuże wielkości wojennych strat terytorialnych. Nawigacja beztrosko mówiła: „jedź prosto” – zupełnie jak Wehrmacht w 1939. W pewnym momencie minąłem pagórek. Las milczał, ale miał ten dziwny zapach czegoś, co kiedyś było ważne. Chciałem się zatrzymać. Sumienie mówiło: „to tu”, ale ja, jak ten bohater tragedii klasy średniej, poszedłem za Google Maps. Bo przecież one zawsze wiedzą lepiej, nie? I wtedy prawie zrezygnowałem. Nie było nic. Krzaki, zrywki, rów jak okop, zero śladów cmentarza. Sprawdzałem jeszcze stare niemieckie mapy – Messtischblatt – i nawet tam nic. Jakby miejsce nie istniało nigdy. Już miałem zawrócić, przekląć wszystko i wracać tą samą drogą przez bagno, ale coś mnie tknęło. Zrobiłem jeszcze jedno koło w lesie. I wtedy zobaczyłem dąb. Stary, przekrzywiony, jakby stał na własnych nogach – lekko pochylony, jak dziadek, który wie więcej, niż mówi. Był piękny i dziwny. Poszedłem do niego, bo tak trzeba robić w takich sytuacjach. Po prostu się podchodzi. Wracając spod dębu, niemal się potknąłem. O kamień. Potem o drugi. Fragmenty. Połamane pomniki, rozbite podstawy, tu kawałek, tam narożnik. Bez tablic, bez krzyży, bez tożsamości. Jakby historia miała tu rozbiór techniczny. To był niemiecki cmentarz. Dawni mieszkańcy tych ziem, ci, którzy zbudowali, zasiali, a potem – wywołali wojnę. Dla nich to miejsce było końcem, a dla powojennych przybyszy – przypomnieniem, którego nikt nie chciał. Pamięć była niemiecka, a więc zbędna, czasem wroga. I tak rozbito ją młotkiem. Symbolicznie i dosłownie. Wśród tych szczątków nagle zobaczyłem ją. Jedyną całą tablicę. Oderwana, ale nie roztrzaskana. Z bluszczem i palmą wyrytą. Bruno Mallwitz, ur. 1914, zm. 1927. Trzynaście lat. Chłopiec. Nie żołnierz, nie oprawca. Dziecko, które nie zdążyło dorosnąć, zginęło zanim historia przebrała się za bestię. „W rozkwicie młodości wezwał Cię Bóg” – mówiła tablica. Nie wiem, jak to brzmi po niemiecku, ale brzmi tak samo źle. A potem – barwinek. Morze barwinka. Jakby cały ten cmentarz był nim wysłany. Zielony, gęsty, cichy. Otulał wszystkie szczątki pamięci, jakby mówił: „spokojnie, ja tu zostanę, choćbyście wszyscy sobie poszli”. Barwinek – roślina wiecznej pamięci, niewygodna dla zapomnienia. Rosła tam jakby wiedziała, że nikt inny się tym nie zajmie. A paprocie? Były wszędzie. Rosły jak wyrzuty sumienia. Miejsce – spore. Cała górka. Nie trzy groby, tylko cmentarz. Prawdziwy, duży. Tyle że teraz ukryty w lesie, jakby się wstydził. Dobry kilometr albo i dwa od najbliższej wsi – żadnych tablic, żadnych oznaczeń. Tylko ci, którzy wiedzą, gdzie szukać. Albo mają bardzo złośliwą nawigację. I tak stałem tam – ubłocony po kolana, pogryziony przez pokrzywy i komary, pachnący jak zwilgotniała historia – i patrzyłem na tablicę Bruna. Nie wiem, czemu ona przetrwała. Może ktoś ją kiedyś zostawił w spokoju, bo „to tylko dziecko”. Może Bóg od 1927 roku ma wyrzuty sumienia. Albo może – i to najbardziej prawdopodobne – barwinek ją bronił. Bo tylko rośliny mają dziś czas, by pamiętać naprawdę. A wracając? Znalazłem inną drogę. Szeroką, spokojną, prawie suchą. Żadnych pokrzyw, żadnych przeklętych trzęsawisk. Po prostu szedłem. Przez las. Wolno, z ulgą. Mokry, utytłany w błocie, pogryziony, ale zadowolony. Bo czasem warto się zgubić, żeby coś odnaleźć. Nawet jeśli to tylko tablica dawno zmarłego chłopca i trochę barwinka, który wie więcej niż cały Internet.”
“Bo tu jest pomoc zawsze się pojawimy na pomoc drugiemu człowiekowi”
“Kuleszewo niem. Kulsow wieś położona w województwie pomorskim , powiecie słupskim , gminie Kobylnica. Jeden z dwóch cmentarzy ewangelickich w tej miejscowości znajduje się około 250 metrów za ostatnimi zabudowaniami wsi jadąc na Barcino. Pomimo że cmentarzyk jest w sąsiedztwie współczesnego katolickiego cmentarza jest bardzo zaniedbany i zniszczony. Co ciekawe na katolickim cmentarzyku ustawiono obelisk z inskrypcjami ku czci Helli Von Boehn. Znalazłem informacje że była córką właścicieli włości w Kuleszewie jednak po II wojnie światowej została zmuszona do wyjazdu i zamieszkała w Hamburgu , pomimo tego była bardzo związana z wsią i często tu wracała. Po śmierci Helli w 2015 roku córka i wnuczka przywiozły jej prochy i złożyły na cmentarzu.”
“Wydma orzechowska. Malownicze miejsce. Godne polecenia”
“Jasne, oto zbiór pozytywnych informacji, ciekawostek i historii dotyczących rzeźby Rummela w Miastku. Rzeźba Rummela w Miastku: Symbol Siły i Barwnej Legendy Stojąca dumnie przed Urzędem Miejskim w Miastku rzeźba, znana jako pomnik Rummela, jest jednym z najbardziej charakterystycznych i intrygujących symboli miasta. To nie tylko dzieło sztuki, ale przede wszystkim brama do fascynującej legendy, która ukształtowała lokalną tożsamość i do dziś pobudza wyobraźnię zarówno mieszkańców, jak i turystów. Legenda o Potężnym Założycielu Postać, którą uwieczniono, to legendarny Rummel – postać z pogranicza historii i mitu. Według najpopularniejszej opowieści był on rycerzem-rabusiem o nadludzkiej sile, który w dawnych czasach założył warownię dającą początek miastu. To od jego imienia miała powstać pierwotna, niemiecka nazwa miasta – Rummelsburg. Najsłynniejsza ciekawostka, przekazywana z pokolenia na pokolenie, dotyczy jego niezwykłej krzepy. Mówiono, że Rummel potrafił gołymi rękami prostować końskie podkowy, co miało być dowodem jego potęgi i niezłomnego charakteru. Rzeźba, przedstawiająca barczystego mężczyznę trzymającego w dłoni właśnie podkowę, jest bezpośrednim i wspaniałym nawiązaniem do tego mitu. Historia i Symbolika Rzeźby Sam pomnik jest dziełem znacznie młodszym niż legenda, którą opowiada. Został stworzony w 1979 roku przez cenioną artystkę Janinę Jeleńską-Perek. Wykonana ze sztucznego kamienia figura siedzącego siłacza emanuje spokojem i mocą. Nie jest to przedstawienie agresywnego rozbójnika, lecz raczej zamyślonego, potężnego ojca-założyciela, który czuwa nad swoim miastem. Dla mieszkańców Miastka rzeźba Rummela to znacznie więcej niż tylko atrakcja. Jest to ważny punkt orientacyjny, popularne tło do pamiątkowych fotografii i namacalny symbol łączący współczesność z barwną przeszłością regionu. Uosabia siłę, determinację i nieco zawadiackiego ducha, który przez wieki charakteryzował ziemię miastecką. Pomnik ten w pozytywny sposób utrwala lokalny mit, czyniąc historię miasta żywą i dostępną dla każdego, kto zatrzyma się, by spojrzeć na potężną postać dzierżącą w dłoni legendarną podkowę.”
“Dla poszukujących ciekawych zapomnianych miejsc o mieszkańcach tych terenów”
“Miałam okazje zwiedzić pałac, niestety popada w ruinę i trzeba uważać na dziury i ruchome elemety takie jak porozwalane cegłówki. Spotkałam lokalsa, który kiedyś mieszkał w pałacu, mówił że za komuny mieszkało w nim parę rodzin, które miały z mieszkań bezpośrednie zejście po drabince do piwnicy. Pałac gdyby go odnowić byłby naprawdę piękną perełką na Pomorzu.”
“Bardzo miła sprawna obsługa w oddziale”
“Świetna fachowa pomoc pełen profesjonalizm polecam”
“Prosze umiescic wlasciwy numer telefonu -podany jest bledny”
“Super miejsce. Piękne plaże. Dom czysty i przytulny. Wszędzie blisko. Pobyt we wrześniu a pogoda lepsza niż latem. Plaże całe dla nas. W lesie pełno grzybów.”
“Nowoczesny budynek i piękny wystrój.”
“Super. Miła obsługa. Szybko i sprawnie :)”
Odpowiedzi wygenerowane na podstawie aktualnych danych katalogu.