Advertisements

Opinie

  1. kkd ★☆☆☆☆

    Moja babcia była hospitalizowana w Szpitalu Miejskim w Rudzie Śląskiej na Oddziale Chorób Wewnętrznych aż 7 razy. Niestety, zamiast poczucia, że trafia w miejsce, w którym otrzyma odpowiednią pomoc, jako rodzina coraz częściej mieliśmy wrażenie bezsilności i braku odpowiedzialności. Po jednej z hospitalizacji babcia została wypisana do domu. Już następnego dnia jej stan na tyle się pogorszył, że ponownie trafiła do szpitala — tym razem w stanie skrajnie ciężkim, a następnie agonalnym. W trakcie leczenia u babci wykryto Klebsiella pneumoniae z mechanizmem KPC. Jako rodzina mamy poważne pytania dotyczące tego, kiedy i w jakich okolicznościach doszło do jej nabycia. Tym bardziej że informacje o występowaniu tego typu bakterii na oddziale nie były dla personelu czymś nowym. Wszyscy wiedzą, o jaki problem chodzi, ale nikt nie chce o nim otwarcie mówić. Najbardziej boli nas jednak sposób, w jaki traktowano starszą osobę. Kiedy pytaliśmy lekarkę prowadzącą o stan babci, usłyszeliśmy słowa w rodzaju: „A co Państwo sobie myślą? Babcia ma ponad 80 lat.” Dla nas wiek pacjenta nigdy nie powinien być argumentem przemawiającym za mniejszym zaangażowaniem. Starszy człowiek również zasługuje na leczenie, szacunek, empatię i profesjonalne podejście. W ostatnim okresie życia babcia, mimo stanu agonalnego, nadal otrzymywała leczenie, a my jako rodzina nie zawsze otrzymywaliśmy jasne odpowiedzi dotyczące jej stanu i podejmowanych działań. Zamiast poczucia bezpieczeństwa mieliśmy poczucie, że musimy sami walczyć o informacje. Mam również bardzo poważne zastrzeżenia do warunków na oddziale. Zdarzało się, że łóżka były zabrudzone krwią, co w przypadku oddziału, na którym przebywają ciężko chorzy pacjenci i gdzie występują zakażenia, budzi ogromny niepokój. Personel pielęgniarski na niektórych nocnych zmianach również pozostawiał wiele do życzenia — spotkaliśmy się z opryskliwością i brakiem empatii w sytuacji, która dla rodziny była dramatyczna. Babcia zmarła. Nie piszę tego po to, żeby wyładować złość. Piszę, ponieważ chcę, aby ktoś w końcu odpowiedział na pytania, które jako rodzina mamy prawo zadawać. Sprawa będzie przeze mnie zgłaszana do właściwych instytucji, w szczególności w zakresie podejrzenia zakażenia związanego z hospitalizacją, postępowania z bakterią KPC, przestrzegania procedur epidemiologicznych, jakości udzielanej opieki oraz okoliczności wcześniejszego wypisu babci. Będę domagała się dostępu do pełnej dokumentacji medycznej i wyjaśnienia całego przebiegu leczenia. Babcia miała ponad 80 lat. To nie oznaczało, że jej życie było mniej warte. Do końca zasługiwała na godność, szacunek, empatię i profesjonalną opiekę.

  2. Marta Jedlinska ★★★★★

    Z czystym sumieniem moge polecić NiŚOP l, byłam kilkukrotnie najpierw z dziećmi pomoc udzielona bardzo szybko, lekarze w porządku. Wczoraj sama się zgłosiłam z silnym bólem odcinka lędźwiowego. W 20min byłam juz po zastrzyku i wracałam do domu. Pani pielęgniarka widząc, że druga pielęgniarka została wezwana na dół, od razu podeszła i poprosiła mnie do pokoju zabiegowego za co serdecznie dziękuję bo męczyłam się strasznie

  3. Teresa Kulczyńska ★★★★★

    Nie bardzo pojmuję te wszystkie negatywne opinie. Czy ludzie uważają, że szpital to 5 gwiazdkowy hotel. Jestem tu na oddziale ortopedii i z czystym sumieniem mogę polecić ten oddział. Jestem po endoprotezoplastyce stawu kolanowego i stwierdzam, że lekarze i cały personel tego oddziału jest pełen empatii i bardzo miły i wyrozumiały dla pacjentów. Gdyby tak było w każdym szpitalu to by było cudownie. Bardzo dziękuję za świetną atmosferę i dbałość o nas pacjentów.

  1. Marta Bąk ★★★☆☆

    Poznałam ten szpital z dwóch różnych stron, leżałam 2 tygodnie na Patologii ciąży w ciąży bliźniaczej. Sale z pewnością nadają się do remontu, na całym piętrze tylko dwie z sal posiadają łazienkę w sali, reszta sal na korytarzu. Opieka cudowna, położne miłe i empatyczne, często robione Ktg i wszelkie badania. Czułam się bardzo dobrze zaopiekowana. Z minusów dezinformacja. Codziennie na obchodzie inny lekarz i każdego dnia inne informacje, a raczej jakby ich brak. Jak juz tam trafisz to nie wiesz czy i kiedy wyjdziesz do domu. Jakby nikt nie chciał podjąć decyzji co dalej. Posiłki słabe, jedynie dużo dodatków w postaci jogurtów, jabłek, budyniu itd. Oddział bardzo nastawiony na dziecko i na kobietę, wiedziałam, że jestem w dobrych rękach. Oddział po porodzie to jakby inny szpital. Liczy się już tylko dziecko. Sale to małe klitki, może 2x3 metry. I na tym metrażu przez kilka dób leżałyśmy 3 kobiety z czwórką dzieci, było to nieprawdopodobne, nie szło już wetknąć zapałki. Położne zupełnie nie pomocne, idąc w nocy po mleko, śpią z nogami na stole i masz wrażenie, że jesteś totalnym intruzem, bo przeszkadzasz im w śnie. Podczas 2 tygodniowego pobytu po porodzie, jeden jedyny raz przyszła jedna aby pomóc nakarmić, raz! Nikt się nie przejmował, że świeżo upieczona niewprawiona mama bliźniaków, walczy by nakarmić dwójkę. Jak karmiłam jedno, drugie płakało 40 min czekając na swoją kolej, przychodziła położna z pretensjami, że czemu płacze i mam je uspokoić. Wtedy od jednej usłyszałam, że mogą to być kolki. Dodatkowo w pamięci utkwiła mi neonatolog Katarzyna Major, najmniej empatyczna osoba, którą spotkałam na tamtym oddziale. Laktoterror na pierwszym miejscu, nie potrafiła uszanować odgórne decyzji, że kobieta chce karmić mlekiem modyfikowanym. W bardzo nieprzyjemny sposób odnosiła się do pacjentek. Mimo już nie nastoletniego wieku, czułam się potraktowana jak dziecko, a myślę że jesteśmy w podobnym wieku. Pani Major obrażała komentarzami, że nie potrafię nakarmić dzieci (nawet mimo, że kobiety zanosiły dzieci do dokarmiania przez położne na neonatologie i informacje od położnych, że dzieci niejednokrotnie nie dało się dokarmić). Nigdy więcej nie chciałabym trafić drugi raz na takiego lekarza. Po zwrócenie uwagi przez męża i zgłoszeniu sprawy do sekretariatu dyrekcji pani doktor przeprosiła. Żałuję jedynie, że nie złożyłam wtedy oficjalnej skargi. Oceniając cały pobyt w tym szpitalu zarówno w ciąży i po porodzie byłam spokojna, że nic nie grozi moim dzieciom i mimo konieczności podjęcia natychmiastowych działań wszystko skończyło się pomyślnie. Warto pod względem dziecka, ale sama kobieta odniosłam wrażenie jest już w tym nieważna.

  2. Anastasiia Bessonova ★☆☆☆☆

    Około godziny 10:30 zostałam przywieziona przez męża do Izby Przyjęć z ostrym i narastającym bólem brzucha, tak silnym, że traciłam przytomność. Po zgłoszeniu się do rejestracji pracownik zadzwonił do lekarza dyżurnego. Lekarz pojawił się, jednak nie przeprowadził żadnego badania, nie ocenił mojego stanu i komunikował się w sposób nieuprzejmy i nieprofesjonalny. Kazał nam czekać około 5 minut. Po około 15 minutach przyszła pielęgniarka, która w rozmowie z recepcją użyła w stosunku do mnie określenia „wywalamy tą pacjentkę ”, co uważam za skandaliczne, nieetyczne i absolutnie niedopuszczalne. Dodatkowo pielęgniarka w rozmowie z nami powiedziała: „Skoro przyszliście tu nogami, to tak samo pójdziecie do lekarza rodzinnego” — co uznaję za formę poniżającego i niehumanitarnego traktowania pacjenta w stanie nagłym. Poinformowała nas również, że lekarz odmawia przyjęcia mnie z powodu braku skierowania. Wyjaśniliśmy, że mój stan jest nagły, a ból uniemożliwia mi oczekiwanie do następnego dnia na wizytę u lekarza rodzinnego. W odpowiedzi usłyszeliśmy, że „to nie jej problem” oraz że mam „dojść do lekarza rodzinnego po skierowanie, a potem wrócić”. Pragnę podkreślić, że: • Izba Przyjęć ma obowiązek przyjąć pacjenta w stanie nagłym, niezależnie od posiadania skierowania. • Odmowa udzielenia pomocy pacjentowi z ostrymi objawami stanowi zagrożenie zdrowia i życia. • Forma komunikacji personelu była nieprofesjonalna, uwłaczająca mojej godności i sprzeczna z etyką zawodową.

  3. H Wa ★☆☆☆☆

    Izba przyjęć i pracujący tam lekarze to, niestety, kompletna porażka i z pełną odpowiedzialnością przestrzegam przed szukaniem pomocy właśnie tam. Mój tata trafił tam dwukrotnie w odstępie tygodnia — w obu przypadkach na wyraźne polecenie lekarza, po stwierdzeniu podejrzenia zawału serca lub poważnych problemów kardiologicznych. Pierwszy raz przywieźliśmy go sami. Wyszliśmy po ponad 8 godzinach, bez kompletu badań, choć podano mu kroplówkę i wykonano kilka podstawowych testów. Diagnoza: zapalenie płuc, ale zero informacji skąd dramatycznie niskie ciśnienie i okropnie wysoki puls. Drugi raz tata trafił tam już z pogotowia. Wizyta trwała ponad 6 godzin i tym razem potraktowano go jak hipochondryka — mimo że trafił na izbę z polecenia lekarza i po interwencji ratowników, którzy chcieli kierować go prosto do Zabrza do Centrum Chorób Serca, ale niestety nie było tam miejsc. Lekarze i pielęgniarki nie wierzyły, że tata miał tak niskie ciśnienie, że to niemożliwe i pewnie takie pomiary „są wynikiem zepsutego ciśnieniomierza”. To kompletny brak szacunku do pacjenta oraz opinii innego specjalisty. Tata odbył w trakcie wczorajszego pobytu 3 wizyty, ostatnia była z lekarzem dyżurującym. Nie dało się nie odnieść wrażenia, że lekarz w ogóle nie zainteresował się historią skąd tato wziął się na izbie, formułował swoje wnioski wyłącznie na podstawie wyników ze zleconych na izbie badań, natomiast dopiero po naszej interwencji łaskawie zerknął na dokumentacje i powód skierowania który wypisał lekarz rodzinny — skwitował ją komentarzem „cóż to za rzewna historia”, nie odnosząc się W OGÓLE do wynikow i obserwacji tam zawartych! Do tych i tak nie za miłych wrażeń dochodzi skandaliczne zachowanie lekarza: odbieranie telefonu podczas badania poprzedzone przekleństwami w kierunku telefonu (nie na nas), głośne narzekanie na pracę, warunki itd… rozumiem, że nie jest łatwo, natomiast lekarz powinien wykazać się odpowiednim poziomem kultury osobistej i empatii. Finalnie po dwóch wizytach na izbie diagnostyką zakończyła się tylko na skierowaniu do kardiologa i informacji, że „nic się nie dzieje”, ale w sumie skoro tata ma już 62 lata to można do kardiologa pójść. Efektem „leczenia” i podejścia godulskiej izby przyjęć jest to, że tata dziś rano (czyli kilkanaście godzin po stwierdzeniu braku podstaw do hospitalizacji przez izbę przyjęć) ponownie zasłabł. Tym razem udało nam się dostać prywatnie do kardiologa, który złapał się za głowę patrząc na wyniki badań i na to, że zostały zignorowane przez izbę z goduli, został przewieziony i przyjęty przez odpowiednią jednostkę, która zajmuje się nim kompleksowo i kompetentnie diagnozując zaburzenia pracy serca, które już spowodowały uszkodzenie mięśnia sercowego. Bardzo rzadko wystawiam negatywne opinie, nawet jeśli coś poszło nie tak, bo jestem w stanie dużo rzeczy zrozumieć, natomiast to, co wydarzyło się w trakcie tych ostatnich dwóch wizyt nie mogę opisać inaczej jak skandalem! Jestem nawet w stanie zrozumieć, że być może szpital nie ma odpowiedniego sprzętu/lekarzy do diagnostyki kardiologicznej, ale w takiej sytuacji po prostu powinni przekazać go bardziej kompetentnej jednostce. Mój tata ma na szczęście wokół siebie osoby, które nie dadzą się zbyć oraz miał na szczęście środki na wizytę prywatną, ale strach pomyśleć o tym co dzieje się z ludźmi tak potraktowanymi przez lekarzy i zdanych tylko na ich łaskę albo niełaskę… To co uderzyło mnie jeszcze w trakcie tych kilkunastu godzin to fakt, że dużo konsultacji lekarskich i leczenia pacjentów odbywało się na korytarzu, co jest absolutnym brakiem poszanowania godności człowieka… Schorowani pacjenci siedzą z kroplówkami na ogólnodostępnym korytarzu izby przyjęć gdzie przechodzą wszyscy… Droga Dyrekcjo czas naprawdę zastanowić się nad tym jak należałoby traktować pacjentów w 2025 roku

  1. Marian Marek ★★★★★

    Miałem styczność kilka lat temu - jeden z członków rodziny i wtedy na oddziale ortopedii była katastrofa. Teraz z obawami wylądowałem na oddziale wewnętrznym. Szok. Wszystko działa bardzo dobrze. Czysto, opiekunki medyczne i pielęgniarki pozytywne i przyjazne. Sprawność, rzeczowość, kompetencje lekarzy - rewelacja. Ordynator oddziału - klasa. Jedzenie oczywiście jest jakie i ile jest, ale na pewno nikomu nie zaszkodzi i nie będzie miał wzdęć. Wszystkim potencjalnym marudom: polecenia personelu mają priorytet i trzeba ich słuchać i nikt nie jest jedynym pacjentem na oddziale. Generalnie dla mnie szok, jak dobrze może działać oddział "państwowy". Polecam.

  2. Mecool Plus ★★★★★

    Byłem klientem oddziału laryngologicznego - przegroda nosowa. Wybrałem ten szpital w innym województwie ze względu na krótki termin operacji, reszta była mi obojętna, tak miałem dosyć. I miałem wielkie szczęście! Po pierwsze dwaj panowie mega fachowcy, a wielu laryngologów zaliczyłem. Pan ordynator mnie operujący i drugi przyjmujący moją osobę to najwyższa półka specjalistów, tacy rzemieślnicy od zegarów z kukułką, obcykani jak mało kto. NIC nie popsuli - jestem w niebo wzięty!!! I...naprawił mi oddychanie Pan ordynator osobiście, skutecznie i bez reklamacji klientowskiej :-). Odział schludny, pokoje czyste z pełnym węzłem sanitarnym. Wszystko dobrze zorganizowane. I chwała Wam Panie pielęgniarki i salowe - uwijały się jak w ukropie. Ja ODDZIAŁ LARYNGOLOGICZNY polecam każdemu jak nic, w prywatnej klinice lepiej nie będzie!!!! Ale...tak długo polecam, póki będą Ci sami fachowcy - to oni stanowią siłę fachowości tegoż oddziału. Amen.

  3. Pati P ★☆☆☆☆

    Przyjechałam na nocną opiekę z pół rocznym dzieckiem z wysoką gorączka. Pani w rejestracji bardzo nie miła, z pretensjami że powinniśmy zgłosić się do szpitala w swoim mieście. Przepraszam że obudziłam. Pierwsze pytanie Pana Doktora też skąd jesteśmy i po co do nich przyjechaliśmy skoro mieszkamy w innym mieście... Zero zleconych badań, stwierdzona gorączka! (Dziękuję za diagnozę) Odesłani z kwitkiem do innego szpitala. Serio? Nie szkoda Wam takiego maluszka by w nocy ganiać go po szpitalach w całej aglomeracji? Z tego co wiem to nie ma rejonizacji szpitali? Okazało się że dziecko z pilnym skierowaniem do hospitalizacji z objawami odwodnienia.

  1. Anna ★★★★★

    Bardzo polecam poradnię chirurgiczną z dr. Zdrzałek na czele. Pan doktor jest niesamowicie miły, bardzo kompetentny, cierpliwy i wyrozumiały. Wspierające panie przy zabiegu, rozumiejące strach, skutecznie niwelowały go przez rozmowę, uśmiech i wsparcie. Terminy prawie natychmiastowe, usg po kilku dniach, rtg tego samego dnia. Tak cudownych lekarzy, pielęgniarek i sprawnego działania życzę każdej placówce medycznej.

  2. Przemysław Filipiak ★☆☆☆☆

    Ostatnie dwie wizyty katastrofalne (jak zawsze), przede wszystkim ogromna znieczulica, niechęć przyjmowania pacjentów. Nocna przychodnia jeszcze gorsza od samego szpitala - w kolejce były 4 osoby przede mną o godzinie 18, a o godzinie 20:40 wciąż czekałem na swoją kolej.

Advertisements

Nowa Recenzja

Najczęściej zadawane pytania

Jaki jest adres Szpital Miejski w Rudzie Śląskiej Sp. z o.o.?

Szpital Miejski w Rudzie Śląskiej Sp. z o.o. znajduje się przy Wincentego Lipa 2, 41-703 Ruda Śląska, Śląskie, Polska

Jaki jest numer telefonu do Szpital Miejski w Rudzie Śląskiej Sp. z o.o.?

Można skontaktować się z Szpital Miejski w Rudzie Śląskiej Sp. z o.o. pod numerem +48 323 440 724

Jak można dotrzeć do Szpital Miejski w Rudzie Śląskiej Sp. z o.o.?

Do Szpital Miejski w Rudzie Śląskiej Sp. z o.o. można dotrzeć, korzystając z poniższego linku

Advertisements