Advertisements

Opinie

  1. Alicja Bilińska ★☆☆☆☆

    Odradzam to miejsce. Przyjechaliśmy z naszą sunią w nocy ok 50 km od naszego miejsca zamieszkania, nie było nikogo innego bliżej. Piesek był apatyczny, trząsł się, dyszał, piszczał, nie pozwalał się dotykać. Wykonane zostało badanie usg, oraz została zmierzona temp (była wysoka). Postawiona została diagnoza: choroba nerek, teorią było że pies (suczka) rodzi kamienie nerkowe i to ją bardzo boli, dlatego tak się zachowuje. Wizyta kosztowała ponad 400 zł. Ja załamana z "pseudo diagnozą" zostałam skierowana do nefrologa żeby leczyć psa. Na zajutrz stan psa się nie polepszył i trafiłam do naszego stałego weterynarza. Okazało się że pies ma nerki zdrowe, teoria o rodzeniu kamieni nerkowych okazała się kompletną bzdurą a najzwyczajniej w świecie sunia była poprostu przeziębiona, stąd dreszcze, apatia i gorączka. Zostałam naciągnięta na koszty wizyty która była jedną wielką farsą. Omijać to miejsce szerokim łukiem!!!

  2. Danek Danek ★☆☆☆☆

    Witam, chciałem przestrzec wszystkich przed tą kliniką, a przede wszystkim przed Panią Aleksara Szyguła. Zamiast pomóc naszej suni Labladorce 11 letniej, zaproponowała nam abyśmy zabrali ją na rehabilitację, schorwana sunia z bólem łapek, kręgosłupa i z rakiem wątroby z przezutami. Pojechaliśmy aby jej pomóc w cierpieniu, a dostaliśmy tylko jeden zastrzyk który pomógł jej tylko można powiedzieć na chwilę, bo rano znów cierpiała, a nie wspomnę już o szeregu badań dla nie bardzo bolesne dla suni. To jest granie na emocjach opiekuna, wyciąganie od ludzi w tak trudnych chwilach jest to orzbrzdliwe, inwektywy się mi cisną na język ale... Do Pani Aleksandry: Pieniądze to nie wszystko... !

  3. Mariusz Piłka ★★★★★

    Wystawiam piątkę za ratunek naszego kochanego psijaciela! Cała akcja działa się 11 listopada gdzie wszystko jest zamknięte. Zaangażowanie na rejestracji oraz wśród lekarzy na poziomie 110%. Pozdrowienia od Labradora, który zjadł pół kg cukru oraz orzeszki ze stołu! Bardzo dziękujemy za pomoc. Badania krwi kolejnego dnia wyszły wzorowo poza nerkami oraz wątrobą - dostaliśmy leki. Trzustka nienaruszona. Jeszcze raz dziękujemy, polecamy i pozdrawiamy!

  1. Ilona BT ★★★★★

    Moje doświadczenia z Przychodnią EDINA są najlepsze z możliwych. Było to na początku sierpnia, pięknej letniej nocy. Przyjechaliśmy z naszym niespełna półtorarocznym owczarkiem szetlandzkim do kliniki, bardzo nieszczęśliwi i wystraszeni, bo piesek bardzo cierpiał. Ewidentnie pies nie mógł się wypróżnić i bardzo go bolało, bo zanim wyjechaliśmy do lekarza to jego łamiące serce wycie obudziło mnie w środku nocy. Pies był już u weterynarza poprzedniego dnia, bo już od doby coś było z nim bardzo nie tak, ale po tej wizycie nic nie zmieniło się na lepsze, wprost przeciwnie. Pojechaliśmy więc do kliniki i zajęła się nim doktor Paulinka - cudowna lekarka. Bardzo wnikliwie zbadała pacjenta, wykonała USG, RTG i po bardzo wnikliwej analizie zdjęć RTG znalazła przyczynę wszystkich problemów. Na zdjęciu przyczyna wszystkich problemów była jedynie ledwo widocznym cieniem w końcowym odcinku jelita. Pani doktor zajęła się chłopakiem i wyciągnęła z niego mocno nadtrawiony kawałek kości od żeberka, który utkwił mu w poprzek prostnicy i mógł doprowadzić do najgorszego. Tak bardzo jesteśmy wdzięczni, że uratowała nam pieska bez operacji. Wszystko zakończyło się szczęśliwie, bez trwałych następstw i problemów zdrowotnych. Dlatego też dla mnie EDINA to super miejsce, gdzie potrafią profesjonalnie i z wielkim zaangażowaniem pomagać zwierzątkom! Wszystkim życzę tylko takich dobrych doświadczeń w EDINIE jak mieliśmy my!

  2. Julia Szczepaniak ★☆☆☆☆

    Niestety było to dla nas bardzo nie przyjemne doświadczenie. Byliśmy na dwóch wizytach dzień po dniu ze Staffikiem, który ma 3,5 miesiaca, wiec ze SZCZENIACZKIEM. Miał kompletnie opuchniętą cała lewą stronę pyszczka, łącznie z wargą. Odczuwał bardzo duży ból nawet przy delikatnym dotknięciu. Na obydwóch wizytach przyjęła nas inna Pani doktor ale w moim odczuciu obydwie zupełnie bez odpowiedniego podejścia. Pierwsza Pani weterynarz zachowywała się jakby nie miała do czynienia z psami i pierwszy raz w życiu widziała szczeniaka. Była zaskoczona, że szczeniak, którego pierwszy raz w życiu coś naprawdę boli nie chce dać się dotknąć. Przynajmniej wykazała się jakimś minimum szacunku i empatii wobec nas… Druga Pani weterynarz dnia następnego niestety już kompletnie nie. Powitała nas słowami, że to ten, który sobie lubi podgryzać i nie, nie miała przy tym uśmiechu na twarzy. Nasz piesek wleciał do gabinetu merdając ogonkiem i wesoło pomrukując (wita nas tak zawsze po nocy, po pracy), a Pani weterynarz odsunęła nogę i powiedziała, ze mamy go trzymać na krótkiej, bo warczy. To była nasza pierwsza minuta w gabinecie :) Postawiliśmy psa na stół, po czym okazało się, że jest on brudny. Nawet nie chce wiedzieć co na nim było. Pani Doktor wytarła stół ale uważam, że jest to bardzo nie profesjonalne, że gabinet nie został odpowiednio przygotowany na przyjęcie pacjenta. Pani Weterynarz nawet nie przywitała się z naszym Staffikiem. Odrazu dwoma rękami chciała rozdziabic mu paszcze. On jak to SZCZENIAK wyrywał się i próbował podgryzać. Był bardzo zestresowany i bal sie. W dalszym ciągu odczuwał ból, mimo ze był na tabletce „ale nie powinno go nic bolec, tabletka działa”.. No coz, widocznie nie działała, a opuchlizna całkowicie nie zeszła. Dostaliśmy tez błędne informacje. Dzień przed w zaleceniach bylo napisane, ze pies ma być 6 godzin bez jedzenia, wiec był. W drugi Pani stwierdziła, że to za mało i powinno być 8-10 h. Wnioskuje z tego, że jedyną lub jedną z niewielu informacji, które Panie sobie przekazały bylo to, że nasz piesek podgryza. Na odchodne dostaliśmy wspaniałą poradę od Pani doktor, że powinniśmy się udać z psem do behawiorysty :) Wyszliśmy z gabinetu niesamowicie umniejszeni, w poczuciu, że wychowujemy jakiegoś potwora i się nie nadajemy. Dawno nie spotkałam się z takim brakiem empatii i zrozumienia. W moim odczuciu obydwie Panie nie powinny leczyć psów, w szczególności szczeniaków. Druga natomiast nie powinna mieć również kontaktu z ludźmi, ponieważ wobec obydwu gatunków wykazała się kompletnym brakiem szacunku. Jest mi bardzo przykro, że tak wyglądała w szczególności druga wizyta i kompletnie nie potrafię zrozumieć jak weterynarz może się zachowywać w taki sposób. Załączam zdjęcia naszego agresywnego szczeniaka.

Advertisements

Nowa Recenzja

Najczęściej zadawane pytania

Jaki jest adres EDINA Wielkopolskie Centrum Weterynaryjne?

EDINA Wielkopolskie Centrum Weterynaryjne znajduje się przy Naramowicka 68, Stare Miasto, 61-619 Poznań, Wielkopolskie, Polska

Jaki jest numer telefonu do EDINA Wielkopolskie Centrum Weterynaryjne?

Można skontaktować się z EDINA Wielkopolskie Centrum Weterynaryjne pod numerem +48 602 524 756

Jak można dotrzeć do EDINA Wielkopolskie Centrum Weterynaryjne?

Do EDINA Wielkopolskie Centrum Weterynaryjne można dotrzeć, korzystając z poniższego linku

Advertisements